Wejść do IT po 30? Prawdziwa historia bez różowych okularów
Decyzja o związaniu się z programowaniem nie była dla mnie zaplanowana, a raczej wymuszona. Tak się złożyło, że po urodzeniu drugiego dziecka, mając stabilną pracę w dużej korporacji, stałam się jej niepotrzebna.
Article
Wszystko było dość prozaiczne i znajome dla wielu kobiet: idziesz na urlop macierzyński, mając pracę, dobre stanowisko i perspektywy, a wracając — twoje miejsce zajmuje inna osoba i twoich obowiązków już nie masz. Ślepy zaułek.
📍 Jak korporacja "podarowała" mi pythona
Właśnie tak było ze mną. Po 3 latach pracy zostałam pracownikiem na zastępstwo — dawano mi jakąkolwiek pracę, żebym była czymś zajęta i nominalnie była przy sprawie. No i oczywiście czekano, aż sama złożę wypowiedzenie.
W ten sposób na mnie — wtedy marketera — spadła praca z setkami tysięcy wierszy w arkuszach Google, które miałam sortować ręcznie lub przez formuły. Kilka razy rzeczywiście robiłam to ręcznie, a potem zaczęłam szukać sposobów optymalizacji — 60 godzin czasu pracy na monotonne zadania nie chciałam tracić.
Najpierw zaczęłam uczyć się automatyzacji w arkuszach Google, ale to i tak nie było to dla takiej ilości danych. I spotkałam pythona.
📍 Pierwszy kod w notatniku (tak, bez IDE)
Po kilku tygodniach prób i błędów napisałam swój pierwszy kod — w zwykłym notatniku — bo nie wiedziałam wtedy, co to jest IDE. I zadziałało! Nie traciłam już 60 godzin miesięcznie na manualną pracę.
Szczerze mówiąc, mnie to pochłonęło i zaczęłam googlować, co jeszcze można robić za pomocą pythona.
📍 Coursera, CV i pierwszy pet project
Wtedy trafiłam na kurs Python for Everybody od University of Michigan na Coursera. To specjalizacja składająca się z 5 kursów, która obejmuje podstawy Pythona, struktury danych, pracę z bazami danych, web scraping i API. Przeszłam wszystkie kursy po prostu dla siebie — żeby uprościć swoją pracę i zrozumieć, co w ogóle można zrobić z kodem.
Po kursie spróbowałam napisać pierwszego prostego bota w Telegramie, odkryłam GitHub i napisałam o tym post w Threads. I otrzymałam nieoczekiwany feedback — wielu doświadczonych programistów zaczęło mi pomagać i mnie kierować.
Najlepsza rada, którą wtedy dostałam: "Nie czekaj na zlecenia, pisz pet projekty". Wytłumaczono mi, że klienci chcą widzieć twój kod, twój GitHub, twoje realne projekty. Dlatego mój pierwszy bot został stworzony pod realną potrzebę — przyjmowanie płatności od klientów za moje usługi marketingowe. To był pełnoprawny pet project, który rozwiązywał mój problem i jednocześnie stał się case study do portfolio.
Równolegle zaczęłam wysyłać CV na stanowiska junior. Dziesiątki, setki formularzy. Ani jednej odpowiedzi. To było psychicznie trudne — wkładasz czas, siły, a w odpowiedzi cisza. Dlatego postanowiłam nie czekać na pozwolenie od HR-ów i zaczęłam drogę freelancera.
Po kilku miesiącach miałam pierwsze zlecenie za 100 dolarów na bota TG. Wtedy zdecydowałam, że chcę kontynuować w programowaniu, bo szło mi nadzwyczaj łatwo i szybko, nawet biorąc pod uwagę to, że miałam dwójkę dzieci i uczyłam się, kiedy one spały.
Nawiasem mówiąc, tak — cała moja początkowa nauka odbywała się nocami podczas snu dzieci. Każdego dnia oglądałam nowy wykład i przed rozpoczęciem nowego dnia pracy starałam się zastosować wiedzę — napisać chociaż trochę kodu, żeby zobaczyć jak to działa. Moment, kiedy uruchamiasz kod i on działa — nie da się z niczym porównać.
📍 Zwolnienie jako punkt zwrotny
Nadszedł punkt przełomowy — zostałam zwolniona. Zwolniona właśnie dlatego, że tę pracę, którą miałam robić przez miesiąc, teraz robił mój kod w kilka godzin.
Wtedy napisałam o tym w mediach społecznościowych i otrzymałam sporo komentarzy, w których radzono mi nie iść do IT, bo teraz są nadzwyczaj trudne czasy i pracę znaleźć bardzo trudno. Ale to mnie nie przekonało, a ja miałam za sobą doświadczenie w marketingu i sprzedaży, więc sprzedać siebie, że tak powiem, umiem.
Pierwsze miesiące rzeczywiście były super trudne — nadal aktywnie się uczyłam, pisałam boty TG na zamówienie i było naprawdę ciężko. Nawet zaczęłam znowu szukać pracy w marketingu, ale potem natrafiłam na społeczność Women in Tech i przeczytałam historie kobiet, które zmieniły swoje życie. To mnie niesamowicie zainspirowało.
Zamknęłam oczy na wszystkie kpiny, które słyszałam pod swoim adresem o wieku (mam 37 lat), o płci — "kobieta i kod, ha ha", o trudnych czasach — i zaczęłam po prostu robić to, co uważałam za właściwe.
📍 Rok później: co mamy
Teraz, rok po tym jak zrobiłam swój pierwszy commit, czytacie ten artykuł na stronie mojej agencji LazySoft. I chcę powiedzieć każdemu i każdej: nawet jeśli trudno, nawet jeśli mówią, że tego nie potrzebujesz — wszystko możecie. Jeśli mogła to zrobić matka dwójki dzieci po urlopie macierzyńskim, możecie i wy.
Comments
Leave a comment